Czy istnieje życie po Erasmusie?

Spokojnie piję ulubioną kawę, patrząc przez okno kawiarni na pierwsze wiosenne promyki słońca, kiedy w głośnikach głos dziennikarza milknie i pojawia się piosenka. Ojej – podskakuję w duchu – przecież to „piosenka z Erasmusa”! Po kilku latach nic się nie zmienia w tej kwestii, na dźwięk wspomnień pojawiają się jeszcze, gdzieś tam w środku, miłe uczucia. czytaj dalej

Czytelniczy szach-mat

Nigdy nie umiałam grać w szachy. Nie nazwałabym siebie szachową ignorantką, jednak od najmłodszych lat każda próba nauczenia mnie zasad tej gry kończyła się fiaskiem. Jakże różniła się wtedy, od tej ogólnie przyjętej, moja – jako kilkulatki – wizja tego, jak powinny poruszać się szachowe figury. Trudno było mi zaakceptować, że w moim biało-czarnym królestwie, na dodatek podczas balu, ktoś narzuca postaciom krępujące ich ruchy zasady, zgoła inne niż zakładał mój scenariusz. Gra ze mną wtedy nie miała więc najmniejszego sensu, toteż nikt mnie do szachów nie zmuszał, miał jeszcze przyjść na nie moment, a na tamtą chwilę pozostały jedynie skoczki i warcaby. Zasady zaakceptowałam nieco później, ale w szachy jakoś i tak nie grałam. czytaj dalej

Uczę obcokrajowców w Polsce

Podczas gdy tylu Polaków codziennie sprawdza datę ważności swojego paszportu i w myślach powoli pakuje walizki, rozważając emigrację zarobkową, do Polski przyjeżdżają mieszkańcy innych krajów. Na chwilę, na wakacje lub na dłużej, do pracy. Niektórzy się aklimatyzują i zostają. Inni wracają do siebie. Ale wielu z nich łączy jedno – uczą się polskiego. Dlaczego? czytaj dalej

Jak się mówi na Podkarpaciu?

Kiedy przyjechałam do Krakowa, wszyscy nadal wychodzili na pole. Myślałam więc – sami swoi. Szybko jednak przekonałam się, że do Krakowa przyjechali też tacy, którzy umierali ze śmiechu za każdym razem, kiedy ktoś na to pole zamierzał wyjść. Wcześniej te różnice leksykalne nie wywierały na mnie większego wrażenia, ale teraz przecież należało aktywnie uczestniczyć w dyskusjach o wyższości pola nad dworem i bronić „swojego” języka. W dyskusjach zabawnych i fascynujących jednocześnie. A to był dopiero ich początek. czytaj dalej

Jedna czynność, która odmieni początek każdych zajęć

Zwyczajna lekcja. Jedna z wielu, ale też jedna z moich pierwszych. Jest energia, motywacja. Ćwiczymy, mówimy, piszemy na tablicy, na chwilę nawet włączamy komputer. Nie wiadomo kiedy mija 90 minut, które spędziliśmy poznając nowe zwroty, ucząc się komunikacji i poprawności. Jest jednak coś, co odróżnia tę lekcję od innych. A właściwie ktoś. czytaj dalej

work-life balance lektora

Work-life balance lektora

Nie jestem zwolenniczką korpomowy. Dokładniej: nie jestem w stanie zbyt długo słuchać językowego bełkotu, w którym zapożyczenia językowe zamiast ten język wzbogacać, raczej są wynikiem chęci pójścia na łatwiznę lub stworzenia pozoru elokwencji. Tym bardziej, że korpomowa, wydaje się, wychodzi już daleko poza ramy swojego pierwotnego środowiska. Zwykle staram się używać ekwiwalentów wszelkiego rodzaju polsko-angielskich hybryd leksykalnych i zapewniam, że w większości przypadków to wcale nie musi być takie trudne. Co więcej – polecam każdemu. czytaj dalej

Kto może być dwujęzyczny i dlaczego warto

W wielu mediach co jakiś czas pojawiają się artykuły na temat zbawiennej roli języków obcych czy korzyściach płynących z bycia osobą dwujęzyczną. Zdarza się, że te informacje powtarzają się w różnej formie i nieraz podawane są jako zupełnie nowe. Kiedyś zaciekawiona zapowiedzią w pewnej rozgłośni radiowej, z niecierpliwością czekałam na wiadomości o pełnej godzinie, bo miałam dowiedzieć się z nich o jakimś najnowszym wielkim odkryciu naukowców w sprawie bilingwizmu. Trochę się rozczarowałam, bo usłyszałam coś, co było mi już od jakiegoś czasu dobrze znane, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że być może właśnie ta informacja przekonała kogoś, kto akurat zastanawiał się, czy rozpocząć naukę języka, w jakim języku wychowywać swoje dziecko albo czy emigracja mu zbytnio nie zaszkodzi.
czytaj dalej

Co skrywa torba lektora, a czego wcale nie musi

Ostatnio naszła mnie taka refleksja, że my, lektorzy języków, od samego początku niemało na siebie bierzemy, a niekiedy nawet przez to cierpimy. Najpierw w szkole, potem na studiach, kiedy odkrywamy, że pasjonuje nas słowo jako takie i to jest właśnie ta dziedzina, w którą chcemy się zanurzyć bez opamiętania, jednak bywa, że z czasem zaczynamy gorzej widzieć i w ogóle, częściej patrzeć w dół pod ciężarem zwiększającego się garbu. A później, pełni nadziei, bo oto zaczyna się nowy etap naszej filologicznej drogi, wyruszamy do pracy, niczym na misję, by móc dzielić się swoją wiedzą i pasją z innymi. I dźwigamy. Wszystko, co tylko się da. czytaj dalej