Idealny zeszyt na kurs języka obcego i nie tylko!

Jakiś czas temu zdradziłam Wam swój sekret – nie kupuję już zeszytów do języka obcego. Miałam ich mnóstwo, ale zawsze czegoś mi brakowało. Najczęściej miejsca.

Photo by Firmbee.com on Unsplash

MOJA HISTORIA

W dzieciństwie kupowałam zwykłe zeszyty. I o ile wybór okładki przypominał jakiś magiczny rytuał, o tyle magia znikała, gdy nauczyciele w szkole i na kursach zaczynali oddawać zadania domowe lub przynosić dodatkowe kserówki. Te zwykle lądowały w książce, z czasem stawały się tak poszarpane, że aż wstyd było wyciągać. Zeszyt był wszystkim i niczym. Trudno było w nim coś znaleźć i szybko się kończył. czytaj dalej

Zanim wybierzesz się na kurs językowy… (miniprzewodnik nie tylko dla studenta)

Ostatnio przy okazji rozmów na fali kursów językowych, w których w domu obecnie uczestniczymy, zapytałam moich obserwatorów w mediach społecznościowych o to, czy jest coś, co ich denerwuje na prywatnych lekcjach języka. Czy coś im nie pasuje i co by zmienili? czytaj dalej

Nie, nie wezmę udziału w wyzwaniu „52 książki w 2021 roku”

Ezra Pound zdefiniował kiedyś wielką literaturę jako „po prostu język, ale naładowany znaczeniem do granic”. To jeden z moich ulubionych filologicznych cytatów, który zresztą otwierał tekst mojej pracy magisterskiej z dziedziny tłumaczenia literatury. Przypomniałam sobie ostatnio te słowa, kiedy akurat podczas świątecznego urlopu usiadłam na spokojnie z książką w rękach. czytaj dalej

Głagolica, cyrylica, grażdanka a może bukwica? Jak się nie zgubić w rosyjskim alfabecie

Nazwa alfabetu rosyjskiego wywołuje czasem burzę. Ktoś powie: „Napisz to cyrylicą.”. A ktoś inny „To nie cyrylica, to grażdanka!!!”. Kto ma rację? Może nikt? A może ktoś częściowo? A może jeden i drugi?

Języki Słowian i problem pisma

W pierwszym tysiącleciu naszej ery języki słowiańskie (a dokładniej dialekty słowiańskich grup etniczno-językowych) były ciągle jeszcze wystarczająco do siebie podobne, tak że mieszkaniec Pragi bez problemu mógł porozumieć się z mieszkańcem Belgradu, a mieszkaniec Kijowa z mieszańcem, na przykład, Nowogrodu. Wędrówki ludów oraz ogólna sytuacja geopolityczna i kulturowa wpłynęły na rozwój podziału na trzy główne ośrodki: słowiańszczyznę zachodnią, wschodnią i południową. Był to jednak ciągle tylko język mówiony. czytaj dalej

Jak kupić słownik obcojęzyczny i nie żałować wydanych pieniędzy

Jeśli uczyłeś się kiedykolwiek języka obcego, na pewno zdarzyło ci się zajrzeć choć raz do słownika. I nie, nie mówię tutaj o słowniku internetowym, ale takim tradycyjnym, który być może nadal stoi na twojej półce. Czy jeszcze z niego korzystasz? Dlaczego nie? czytaj dalej

Po co nam te zapożyczenia, skoro mamy swój język?!

„Kiedy zadowolony z siebie skończył pisać odpowiedź do burzliwej dyskusji w Internecie, tradycyjnie już sięgnął po stojącą obok flaszkę, żeby dać upust emocjom i niejako przypieczętować dowód słuszności swych racji, przechylił ją raptownie i ze zdziwieniem spostrzegł, że nie ma w niej śladu alkoholu. Odstawił ją więc na taboret i wygodnie ułożył się w swoim hamaku. Obudził go dopiero hejnał, brzmiący gdzieś w oddali z krakowskiego Rynku i chlust wody wprost ze szlaucha sąsiadki, która akurat w samo południe postanowiła nawodnić swój trawnik. – Niech zakręci ten swój hydrant! – Syknął i przewrócił się na drugi bok…”

Powyższy, zupełnie wyrwany z kontekstu i nieco dziwny fragment mógłby stanowić początek jakiejś dłuższej opowieści, jednak w tym przypadku posłuży nam jedynie za przykład. W jakim języku został napisany? Bez chwili zwątpienia odpowiecie, że w polskim. A gdybym powiedziała Wam, że w tym fragmencie sporo jest słów nie do końca polskich, znaczy…obcych? czytaj dalej

5 profili na Instagramie, które rozwiną twój rosyjski

Chociaż sama z Instagrama korzystam nieco mniej niż inni, od dawna wiem, jak dużo się na nim znajduje i ile rzeczy w łatwy sposób można na nim odkryć. Uczenie się języka z mediami społecznościowymi to nic nowego, warto jednak robić to z głową. A jeśli już nadszedł trudny czas i izolujemy się w swoich telefonach, to dlaczego by nie skorzystać i przy okazji, mimowolnie, się trochę podszkolić? czytaj dalej

Angielski w tydzień, czyli ile tak naprawdę trwa nauka języka

Nowy rok, nowi Wy?

Oczywiście, kto z nas tego nie robił. Nauka języka (i zdobywanie wiedzy w ogóle) według statystyk serwowanych przez popularne witryny internetowe co roku pojawia się wśród najczęściej deklarowanych noworocznych postanowień, na równi z rzucaniem palenia, podróżami czy regularną aktywnością fizyczną. I najczęściej dokładnie tak samo jak po miesiącu zwykle wracamy do nałogów i porzucamy siłownię, przestajemy też wierzyć w to, że uda się z językiem obcym. Takim autoobietnicom sprzyjają oczywiście i świąteczne prezenty – ręka w górę, kto pod choinką znalazł jakiś samouczek? Samouczki, ale ogromne znaczenie ma to, jak będziemy z nich korzystać. czytaj dalej

Czwórka z plastyki z życzeniami na 2020 w tle

Od bardzo dawna nosiłam się z zamiarem napisaniem tego, co myślę o szeroko rozumianym talencie i podejściu szkoły jako takiej do uczniowskich chęci i pasji. Zmotywowała mnie poniekąd Riennahera, publikując swoje noworoczne plastyczne wyzwanie, którego – choć w domowym zaciszu – nie omieszkałam się podjąć. No bo dlaczego nie, skoro lubię rysować? I właśnie ten argument powinien być wystarczający i na nim powinno by się zamknąć dyskusję na temat wspierania rozwoju talentów, jednak rozwinięcie swojej wypowiedzi byłabym chyba Czytającym winna. czytaj dalej

Nauczyciel też człowiek

Ten tekst miał pojawić się prawie miesiąc temu – w Dzień Nauczyciela. Nie pojawił się, i wcale nie dlatego, że „jak każdy nauczyciel” wróciłam z pracy, wyciągnęłam się na kanapie, zapominając o całym świecie, a to wszystko w dodatku za „połowę krótszą pracę” i „niesprawiedliwie przyznane miesięczne wynagrodzenie” równe „normalnemu etatowi”. Prawda jest taka, że akurat w tamten dzień rano miałam wolne, więc przygotowywałam się jeszcze do pracy – tworzyłam materiały, które będą przez kolejne dni inspirować studentów, a przy tym pozostaną merytorycznie i metodycznie dobrze skonstruowane. Obiad zjadłam naprędce, ściślej mówiąc, zostawiłam połowę, żeby zdążyć na kolejne zajęcia. W tym miejscu muszę jednak uczciwie przyznać, że w trakcie jedzenia oglądałam serial. Sama jestem sobie winna, że nie zjadłam, trudno – było jeść, a nie śmiać się do monitora. Fakt obejrzenia serialu podczas obiadu nie umniejsza jednak moich kompetencji, a wręcz przeciwnie – pokazuje, że nauczyciel w swojej codzienności niczym nie różni się od fryzjera, biznesmena, programisty, studenta. czytaj dalej