5 powodów, dla których warto pojechać na urlop we wrześniu

Doskonale zdaję sobie sprawę, że ten wpis nie spodoba się części moich czytelników. Z góry bardzo przepraszam nauczycieli szkolnych, którzy właśnie wrócili po wakacjach do pracy, ale… nie mogłam się powstrzymać. Od kilku lat niezmiennie wyjeżdżam na urlop u schyłku lata, chociaż co roku odnoszę wrażenie, że termin tego schyłku coraz bardziej oddala się w stronę dotychczasowej jesieni. Globalne ocieplenie, mówią. Piszę dziś jednak dla tych, którzy mogą sobie pozwolić na wyjazd końcem sierpnia lub we wrześniu, a tacy nauczyciele również są. I studenci. I wszyscy inni. Może jeszcze zdążycie? Może chociaż weekendowy city break? czytaj dalej

Sanok. Przewodnik wyjątkowy

Zaskoczył mnie kiedyś student-obcokrajowiec, który przyjechał do Polski aż z Teksasu celem podszkolenia swoich umiejętności w naszym języku. Jak to zwykle bywa, studenci z zagranicy mają na ogół mniejszą lub większą świadomość w temacie dużych atrakcji turystycznych Polski – albo się interesują albo już u nas nieraz w celach turystycznych byli. Dlatego czasami na lekcję o podróżach lubię przynieść też materiały o mniej oczywistych miejscach i atrakcjach. Tak też było i tym razem. Jak tylko wspomniałam o Sanoku, usłyszałam: Byłem tam! 15 lat temu z wycieczką! Piękne miasto… Rzadko mi się to zdarza, żeby moi studenci wyruszali w stronę Podkarpacia, a tym bardziej Sanoka, a tu – proszę. czytaj dalej

Czy istnieje życie po Erasmusie?

Spokojnie piję ulubioną kawę, patrząc przez okno kawiarni na pierwsze wiosenne promyki słońca, kiedy w głośnikach głos dziennikarza milknie i pojawia się piosenka. Ojej – podskakuję w duchu – przecież to „piosenka z Erasmusa”! Po kilku latach nic się nie zmienia w tej kwestii, na dźwięk wspomnień pojawiają się jeszcze, gdzieś tam w środku, miłe uczucia. czytaj dalej

Jak się mówi na Podkarpaciu?

Kiedy przyjechałam do Krakowa, wszyscy nadal wychodzili na pole. Myślałam więc – sami swoi. Szybko jednak przekonałam się, że do Krakowa przyjechali też tacy, którzy umierali ze śmiechu za każdym razem, kiedy ktoś na to pole zamierzał wyjść. Wcześniej te różnice leksykalne nie wywierały na mnie większego wrażenia, ale teraz przecież należało aktywnie uczestniczyć w dyskusjach o wyższości pola nad dworem i bronić „swojego” języka. W dyskusjach zabawnych i fascynujących jednocześnie. A to był dopiero ich początek. czytaj dalej